Jesteśmy pokoleniem, które zawsze woli iść na łatwiznę. We wszystkich sprawach. Jeśli tylko nadarza się taka okoliczność, wolimy wybrać drogę na skróty niż trzymać się jakiegoś celu, który sobie wcześniej obraliśmy. Nie myślimy nad swoim życiem i pozwalamy ślepemu losowi o nim decydować. Nie chcemy zastanawiać się nad tym, co będzie w przyszłości, bo przecież liczy się tylko to, co tu i teraz. Imprezy, kluby i wóda. Na myślenie przyjdzie czas później, jak wytrzeźwiejemy. W końcu i tak nie znosimy swoich studiów, więc jakoś to będzie.

Nie, nie będzie lepiej. Jeśli teraz nie weźmiecie się w garść, po pięciu latach studiów skończycie leżąc gdzieś w gównie i umartwiając się nad swoim życiem. Powtarzając sobie ciągle to jedno zdanie, które podczas studiów stało się motywem przewodnim waszej egzystencji:

Jakoś to będzie.

Możecie mówić, że to głupoty. Że gadam od rzeczy i przecież człowiek jest w stanie podnieść się po nawet najdotkliwszej porażce. To prawda, chociaż wszystko zależy od ambicji. Rozejrzyjcie się wokół. Spójrzcie na setki tych niezadowolonych ludzi, którzy smarkając nosem jeżdżą codziennie do pracy tramwajem i są cholernie wnerwieni, że muszą to robić.

Wiecie dlaczego? Bo kiedyś nie myśleli.

.

To było słowo wstępu, żeby wprowadzić was w odpowiedni nastrój i zniechęcić do czytania tych, którzy zorientowali się, że piszę o nich. Teraz do rzeczy.

Chciałbym podzielić się tutaj swoimi spostrzeżeniami na temat studiów i studentów, którzy nigdy w życiu nie powinni znaleźć się w miejscu, w którym są. Którzy tylko wymagają, przez całe życie zakładając maskę pokolenia YOLO i korony z Burger Kinga. Bo przecież liczy się tylko dobra beka, nie?

.

Studia są po to, żeby nauczyć cię życia.

„Ale jak to? To nie liczy się tylko to, że po pięciu latach dostanę dyplom i zajebistą robotę?!” 

Nie. Bo to ty decydujesz, czy robota jest dobra. W Polsce studiuje niemal 1.5 miliona osób, z czego jedna trzecia co roku kończy edukację. Wobec tego zastanów się jakie masz realne szanse na sukces, jeśli ze studiów nie wyniosłeś niczego oprócz świecącej pałki z jednego z klubów?

Jeśli decydujesz się na kontynuowanie nauki po maturze, musisz wiedzieć jedno. To nie jest twój obowiązek. To przywilej, który powinien być przyznawany tylko tym najlepszym, nielicznym, którzy swoim zachowaniem potwierdzają, że są naprawdę dorośli, a nie mają osiemnastki w dowodzie otrzymanym przed kilkoma miesiącami. Wychodząc z założenia, że w końcu „coś trzeba w życiu robić” zabierasz tylko miejsce innym, dla których dany kierunek mógł być sensem życia.

Na początku wszystko jest takie patetyczne, takie podniosłe. Wszyscy ci starzy ludzie w togach, te dziekanaty, akademiki, to robienie wszystkiego samemu. Wróć… Samemu?

.

Jak nie dasz mi notatek, to jesteś ciotą.

„Bo przecież tworzymy grupę, jedziemy na tym samym wózku! Jesteśmy kumplami, no nie? W końcu razem studiujemy i nawet kiedyś się ze sobą przywitaliśmy. No weź daj te notatki, odwdzięczę się!”

Tak, odwdzięczysz się – kupisz komuś browara. Chcesz kupić pięć miesięcy czyjeś pracy, niekiedy trudnej, za pół litra piwa. Nie, czteropak też nie wchodzi w grę.

Jest jakiś taki specyficzny gatunek ludzi, którzy nawet nie chcą próbować. Nazwą cię debilem i kujonem tylko dlatego, że dajesz sobie radę i wiesz, czego chcesz od życia. Ludzi, dla których przejściowy okres melanży i życia chwilą trwa przez czterdzieści lat. Ludzi poddanych kwejkizacji, stawiających jedynie określone wymagania i gotowych zeszmacić cię jeśli nie zgodzisz się zejść na ich poziom.

I najgorsze jest to, że ten typ człowieka stanowi większość studentów. Bo zobaczył gdzieś śmieszny obrazek o studencie i jest taki fajny, że ma wszystko w dupie i na studiach jedzie po oporze. W końcu jest taki zaradny i potrafi poradzić sobie ze wszystkim! Do czasu.

Jeśli się nie przystosujesz, jesteś wykluczony. W oczach większości stajesz się kujonem i chamem, któremu zależy tylko na sobie i w ogóle najlepiej to obrobić mu dupę. Dla beki.

.

Brzmi jak wyznania gościa, który pewnie nigdy nie miał kumpli na studiach i szufladkuje ludzi nic o nich nie wiedząc, prawda? Otóż miał, ale tylko kilku. Tych, którzy zadają się z kimś bezinteresownie – nie widzą w tobie przynęty i obiektu do wyśmiania, jeśli się nie podporządkujesz. Nigdy nie będziesz lubiany przez wszystkich.

.

Bierzesz – dawaj.

Możesz robić notatki ręcznie, za pomocą długopisu lub komputera. Nie oznacza to jednak, że długopis lub komputer robi te notatki za ciebie. I to przede wszystkim należy zrozumieć. Fakt, że nic nie bierze się z kosmosu i ktoś musiał się nieźle natrudzić żeby kto inny mógł z tego korzystać. Ale zawsze znajdzie się ktoś z genialną wymówką, kogo widzisz trzeci raz w życiu na oczy i kto ma doskonały pretekst do tego, aby przekonać cię do swoich racji. Otóż drogi kolego/koleżanko:

Nie wymagaj, dopóki nie dajesz czegoś w zamian.

To normalne, że studenci dzielą się wszystkim między sobą. Jedni dają coś od siebie – ktoś inny na tym korzysta. Ale potem ten odbiorca, w ramach rekompensaty, wrzuca coś, co może się przydać innym. Tak to działa. Przynajmniej w dorosłym, nie internetowym świecie. Nie chodzi tu o odświeżanie grupy na Fejsie i czekanie, aż ktoś coś w końcu zamieści. Robiąc to, pokazujesz tylko jak bardzo nieodpowiedzialny i zależny od innych jesteś. Proste.

I nie szukaj tutaj kolejnych wymówek w stylu: „Bo jak ten wykład jest o 8 rano, to mi jest ciężko wstawać.” Pomyśl sobie, czy przed swoim przyszłym pracodawcą też tłumaczyłbyś się w ten sposób. Czy powiedziałbyś mu, że w sumie kasa to ci się należy za siedzenie w domu, bo na studiach tak było. Z tym, że tam zamiast pieniędzy miałeś oceny.

.

Kto na tym traci?

Przykładowo osoby, które faktycznie chodzą na wykłady, wiedzą co robić ze swoim życiem i nie są lekkoduchami. Wyobraźcie sobie, że jest ktoś, kogo nie było raz, bo zachorował. Źle się czuł, przez co nie mógł pojawić się na uczelni. I dzięki tym nieproduktywnym sępom tych notatek nie dostanie, bo część może zechcieć wrzucić go w ramy właśnie tej grupy.

Ale przede wszystkim tracicie na tym wy sami. Bo prędzej czy później tacy ludzie dzięki wam mogą na tym wszystkim wyjść sto razy lepiej.

A później kopną was w dupę tak mocno, że znajdziecie się za plecami osoby z koroną Burger Kinga na głowie. Ale przecież to wszystko miało być dla beki.

  • fanf

    Ostatni akapit to jakieś bzdury spłodzone przez niezłego frustrata. Po pierwsze, ani swoich notatek wcale nie tracisz, po drugie, chodząc na wykłady, przygotowując własne notatki, jesteś w stanie przygotować je tak, że dla ciebie są jasne, ale dla kogoś, komu w pamięci nie będą pobrzmiewały w pamięci komentarze wykładowcy, mogą być trochę mniej jasne. Jeżeli pieczołowicie robiłeś notatki, a mimo to zawsze szło ci gorzej na egzaminie i w pracy zawodowej od ludzi, którzy notatki kombinowali sobie na ostatnią chwilę, w związku z czym wylądowałeś w burger kingu, to najwyraźniej po prostu jesteś jakimś przygłupem. To prawda, że łatwiej sobie wmawiać bajeczki o leniwych sępach, ale to zwykłe zakłamywanie rzeczywistości.

  • Jacek

    Zainteresował mnie artykuł, to się wypowiem.
    Zacznę od tego, że takiego bulu dupy dawno nie widziałem,
    ja sam zawsze ‚brałem’ od innych notatki i teraz zatrudniam takie mądrale za 1600netto 🙂
    Nie chcesz to nie dawaj notatek, ale rozdzielanie studentów na lepszych i gorszych pod względem tego kto chodzi na wyklady, a kto opuszcza jest conajmniej niesprawiedliwe. Cały wpis wygląda na płacz kogoś kto nagle się obudził ze studenckiego „letargu” i patrzy z góry na resztę studenciaków.
    Jeżeli chodzi o dzielenie się notatkami, rozumiem że czasem spotka się studentów bezczelnych którzy wręcz wymagają udostępnienia materiałów, ale z tego co czytam tutaj chciałbyś już na studiach rozpocząć wyścig szczurów, tak dobrze nam znany z polskich modeli biznesowych. Ktoś kto naprawdę jest nastawiony na sukces i wie czego chce od życia nie bedzie mial problemu z podzieleniem sie czymkolwiek, bo dobrze wie ze sam nie straci na tym nic i dalej będzie szedł swoją drogą, a jeszcze moze komus pomoże. Sam studia skończyłem i uważam że studenci i młodzi absolwenci powinni przestać sie ogladac na innych (tak jak ty robisz w calm tym artykule) i zajac sie soba i swoimi sprawami.
    Pozdrawiam

    • Jacek

      Dodam również że nie studenta wina ze tak a nie inaczej wygląda świat. Adaptacja to klucz do przetrwania, możesz pozostać wierny swoim idealom i sie pieklic jak to teraz źle bo edukacja kiepska, albo się dostosować i skupić energię na czymś dla Ciebie pożytecznym. Wyciągnąć z tego jak najwięcej dla siebie.

    • Bardzo się cieszę twoim szczęściem. Jestem pełen podziwu, że zatrudniasz ludzi i płacisz im 1600 zł miesięcznie. Sam bym tak chciał. Szkoda, że nie masz na imię Janusz – wtedy polubiłbym cię jeszcze bardziej.
      Co do komentarza – nie zgadzam się z tobą, ale jeśli czytałeś artykuł to wiesz dlaczego. Mam inne postrzeganie sprawiedliwości i cwaniactwa – szczególnie, jeśli liczba studentów jest tak ogromna jak w dzisiejszych czasach.

    • akryl

      brałeś od ludzi notatki i teraz ich wyzywasz od mądrali? dno

    • I jeszcze pisze, że rozdzielanie ich pod względem tego czy udostępniają notatki czy nie, jest niesprawiedliwe.
      Nie ma co, logika na wysokim poziomie. 😀

  • Jako autorka notatek, o które wszyscy proszą na 3 dni przed sesją, zgadzam się w całej rozciągłości 🙂 O wiele prościej byłoby mi siedzieć i zamiast zapisywania mniej lub bardziej sensownych wypowiedzi prowadzących, grać w 1010! albo inne Mario, ale wiem, że nie mam co liczyć na notatki od innych, bo wszyscy liczą na mnie. Dlatego wybitnie zły dzień albo ogromny ból głowy nie może być dla mnie żadną wymówką. To jest jak w podstawówce czy gimnazjum, kiedy ktoś miał urodziny i przynosił cukierki – tego dnia wszyscy byli dla niego super mili, bo liczyli na cukierka, a następnego wracali do ignorowania go lub czasem nawet szydzenia z niego. W moim przypadku ta sytuacja powtarza się co sesja.
    I, oczywiście, są dwa typy ludzi proszących o notatki – ludzie, którzy widzę, że notują, ale chcą porównać albo uzupełnić notatki, zazwyczaj wtedy proszą o nie na bieżąco, a potem odwdzięczają się w niedługim czasie oraz cała reszta, która nawet nie odpowiada na „cześć” na korytarzu, a przed sesją obiecuje całe wagony alkoholu w zamian za notatki i powołuje się na długoletnią przyjaźń. Nikt z nich jeszcze nie zrealizował obietnicy. Ich koronnym argumentem jest „bo podobno innym wysłałaś, to może i mi byś wysłała, bo ja byłem chory/musiałem jechać do chorej babci/mam daleko do domu i nie mogłem zostać”.
    Uhh, ale zrobiła się z tego lista zażaleń 😀 więc na koniec jeszcze jedno: tacy ludzie, którzy na studia chodzą „bo w sumie czemu nie, po co siedzieć całe dnie w domu?”, uczą się cwaniactwa, potrafią bajerować ludzi. Pracodawcy na rozmowie nie przekona fakt, że na studiach skrupulatnie robiłam notatki, skoro nie potrafię „sprzedać” siebie. I tu nie do końca jest jasne, kto wygrywa – cwaniaki, czy ci, którzy starają się ze swoich studiów wynieść jakąkolwiek wiedzę merytoryczną, a nie społeczną.

    • Nawet nie wiesz jak bardzo dziękuję ci za ten komentarz! 😀
      Jesteś chyba pierwszą osobą, która w pełni zrozumiała przekaz artykułu i świetnie się do niego ustosunkowała w swojej wypowiedzi. Jak wiesz, nie chodzi mi wcale o zupełne nie dzielenie się notatkami – to bez sensu i nigdy nie zatrzyma się tego procesu. Ba, być może nawet jest on studentom potrzebny? Kto wie.
      Odniosłem się konkretnie do tej drugiej grupy studentów, o których piszesz. Bo tylko to mnie wśród nich irytuje i sprawia, że faktycznie niekiedy wychodzą na cwaniactwie lepiej niż ci, którzy podchodzą do tematu poważniej.
      Zapewne nigdy tego nie zmienimy, ale nie zmienia to faktu, że jest to wyjątkowo krzywdzące i niesprawiedliwe.
      Dzięki i powodzenia!

    • Bawciesiesami

      „ale wiem, że nie mam co liczyć na notatki od innych, bo wszyscy liczą na mnie”

      Jaki mesjanizm 🙂 To ktoś Cię zmusza? Musisz chodzić bo inni nie chodzą? Ale debilne! W życiu bym nie pożyczył notatek wiedząc, że ktoś ma takie podejście i robi z siebie męczennika. Serio.

    • Nie do końca o to mi chodziło, chociaż jak to teraz przeczytałam, mogło to tak zabrzmieć 🙂 w żadnym razie nie robię z siebie męczennika – chciałam przez to powiedzieć, że zwykle nie ma nikogo, od kogo ja mogłabym wziąć notatki w razie choroby czy zwyczajnego złego samopoczucia, więc jeśli chcę je mieć, muszę robić je sama

  • Mateusz P.

    Chyba dobrze trafiłem na studia, bo u nas nigdy nie było takiego problemu. Działo forum+wiki kierunku, które używane było przez wszystkie roczniki i tym samym dawało dostęp do materiałów z poprzednich lat. Przed każdym egzaminem powstawał google doc z opracowaniem – często był uaktualnieniem opracowania zrobionego przez starszych kolegów.
    Nikt nie miał problemów z umieszczaniem później swoich materiałów na wiki, a jeśli się ktoś taki znalazł to było dość materiałów rozpowszechnianych za zgodą autora.

    Prawdę mówiąc nie potrafię znaleźć nic złego w takim podejściu. Taka wymiana materiałów (między rocznikami i w ramach roku) naprawdę pozwalała wszystkim zaoszczędzić czas

    • To powiem ci, że świetnie trafiłeś. Zrobienie takiego systemu na samym początku studiów może dać naprawdę dużo – przede wszystkim ogranicza spory, o których pisałem wyżej, ale też systematyzuje wszystko i pozwala oszczędzić trochę czasu na szukaniu.
      Szkoda, że nie miałem czegoś takiego.

  • T

    Kim są „wy” z ostatnich dwóch akapitów, skoro w trzecim od końca zarówno chodzący na wykłady jak i sępiący opisywani są w trzeciej osobie? Nie wyłapałem kolejnej grupy w tej ‚klasyfikacji’ studentów…

    Co ogólnej idei wpisu… Nie wiem do czego miał on zachęcić? Do zaprzestania dzielenia się notatkami, czy do robienia własnych? Jedno i drugie jest totalnie bez sensu.

    Wszystko sprowadza się do podstawowego pytania – co mają dać Ci studia?
    Autor zdaje się żyć w świecie sprzed 30 lat, retoryka, że studiowanie jest przywilejem jest co najmniej zabawna. Wszystko trzeba do czegoś odnieść!
    Studiowanie na Harvardzie może i jest przywilejem ale tu jest Polska XXI wiek! Studia nie są przywilejem, zostały sprowadzone do totalnej mierności, uczelnie dostają finansowanie za liczbę studentów, a nie za jakość uczenia a co za tym idzie ta coraz bardziej zbliża się do dna.
    Obecnie to, że skończysz studia z punktu widzenia rynku pracy nie daje Ci zupełnie nic. Ludzi z Twoim wykształceniem i kilka lat większym doświadczeniem jest na rynku mnóstwo. Każdy kto ma odrobinę oleju w głowie dawno to zauważył.
    Już nie te czasy, że matura znaczyła że jesteś inteligentem, a magisterka robiła z Ciebie króla wszechświata. Tak może było 30 lat temu, ale teraz jest to nieznaczący tytuł, którym szczyci się prawie co trzeci pracujący.

    Wracając do pytania co mają dać studia rozsądnemu studentowi, niewiele – papierek i kierunek… Kierunek, w którym ma szukać żeby się nauczyć tego czego chce się nauczyć. Tego czego chce, potrzebuje, a nie tego co uczelnia uważa, powinien umieć. Tak może i wykładowcy mają większe doświadczenie, ale większość z nich nie nadąża za zmieniającym się światem, a już na pewno żaden z nich nie jest odpowiedzialny za edukacje studenta. Student jest za nią odpowiedzialny!

    Każdy pracujący kompetentny młody człowiek powie, że większość tego co miał na studiach było stratą czasu I rzeczywiście tak prawdopodobnie było. Jeśli poszedł na studia z podejściem prezentowanym w tym wpisie to prawdopodobnie 5 lat porobi notatki z dziesiątek wykładów, z których 90% okaże się zupełnie nieprzydatna. Oczywiście każdy będzie robił w życiu coś innego i dla każdego to może być inne 90%, jednak nie zmienia to faktu, że mógłby w tym czasie rozwijać się w czymś co rzeczywiście mu się przyda. Siedzieć w bibliotece i się uczyć przedmiotów, które uznaje za istotne, pójść na darmową praktykę, pójść do pracy, robić kursy, mógłby zająć się setką różnych rzeczy sprawiających, że po skończeniu edukacji będzie bardziej kompetentny…
    Jednak przedmioty trzeba zaliczyć żeby mieć absolutorium i tu pojawia się potrzeba wysępienia notatek. Nie widzę w tym nic oburzającego.
    Nie widzę też powodu, dla którego miałbym się nie podzielić notatkami. Przychodzi ktoś do mnie i pyta o notatki, które akurat mam.
    Co mogę zyskać jeśli pomogę? Może kiedyś sam będę potrzebował pomocy i osoba której dałem notatki mi jej udzieli. Oczywiście jest wysoka szansa, że nie, ale jeśli pomagam wielu osobom ta szansa maleje. I nie dotyczy to wyłącznie studiów. Bycie dobrym duchem na studiach może opłacić się też w przyszłości, nie oszukujmy się – wiele stanowisk jest w naszym kraju obsadzanych po znajomości.
    Plus czy pomaganie innym już nie daje satysfakcji samo w sobie?
    Co jeśli odwrócę się plecami? Pewnie nic – potrzebujący notatek zdobędzie je od kogoś innego.

    Ja jestem nauczony, że wszyscy możemy sobie pomóc i nigdy nie odwróciłbym się od innego studenta. To jaką wartość będziemy prezentować po studiach i tak nie zależy od zdanych egzaminów. Liczą się umiejętności, których trzeba nauczyć się samemu obok studiów, albo w pracy.

    Może, tak nie jest, ale czytając ten wpis mam wrażenie jakby autor był jedną z tych „niezadowolonych ludzi, którzy smarkając nosem jeżdżą codziennie do pracy tramwajem i są cholernie wnerwieni, że muszą to robić.” i wyrzucał tu żale że znalazł się „za plecami osoby z koroną Burger Kinga”.
    Interesujące, że przypięcie takiej łatki nie oburza autora tak jak nazywanie kogoś kujonem.
    A może rzeczywiście to „kujon” nie myślał i zmarnował 5 lat na przepisywaniu skryptu z tablicy? Może trzeba było nauczyć się w tym czasie czegoś pożytecznego? Może gdy „kujon” przepisywał notatki osoba z „koroną Burger Kinga” harowała na darmowych praktykach i dopiero wieczorem szła na imprezę?
    Może jeśli mamy pretensje warto zacząć od samego siebie?
    Może…?

    Polecam wszystkim skupić się na rozwijaniu swoich kompetencji i pomagać jak największej liczbie osób.
    Peace 🙂

    • AnonimowyXV

      W samo sedno! :))

    • T

      Ten wpis był pierwszym jaki przeczytałem i od razu skomentowałem.
      Po przeczytaniu innych wpisów widzę, że autor ma podobne zdanie na temat studiów, a w komentarzach rozsądnie odnosi się do czytelników. Dlatego mimo mojego przydługiego wpisu pozwolę sobie na jeszcze jeden

      Panie Bartku!
      Tym bardziej nie rozumiem. Skoro sam Pan przyznaje, że studia w znacznej części są nieprzydatne to dlaczego gani Pan ideę korzystania z cudzych notatek?
      Oczywiście rozumiem negatywne nastawienie do nazywania kogoś ciotą ale samo olewanie niektórych przedmiotów i zaliczanie z pomocą cudzych notatek wydaje mi się jak najbardziej rozsądne. W komentarzach przeczytałem, że uznaje Pan to za niesprawiedliwe… Przecież nikt nikogo nie zmusza do chodzenia na wykład i dzielenia się notatkami. (jeśli tak to jest to znęcanie i nadaje się na policję, a co najmniej do władz uczelni czy jakiegoś rzecznika).
      I nie oznacza to że korzystający z notatek mają innych w d****. Mają w d**** jakiś przedmiot. A jeśli ktoś z jakichś powodów nie ma i robi notatki to dlaczego nie mają z tego skorzystać? Przecież ten robiący notatki nic nie straci.

      Poza tym obecnie w większości nie korzysta się z notatek kolegów z roku – wszyscy mają materiały z roku wyżej i lat poprzednich – nikt nie jest wyzyskiwany, studenci dzielą się nieswoją pracą wykonaną kilka lat wcześniej.
      Jak ktoś uprzejmy nie podeśle wystarczy wpisać w google „Budownictwo PW Chomikuj” i materiały znajdziemy sami.
      Podcinanie komuś skrzydeł, nawet jak on się lenił a my uczyliśmy nie przyniesie nam nic dobrego… A co to za radość z nieszczęścia innych?

      Peace 🙂

    • Jakby można było – proszę bez Pana. To Internet. 🙂
      Gdyby wszyscy wychodzili z założenia, że nie ma sensu poruszać jakiegoś w tematu, nie byłoby o czym rozmawiać. Nie byłoby artykułów na konkretne tematy, w których autorzy przyjmują odpowiednia postawę i tym samym zachęcają innych do komentarzy.
      Racja – uważam, że studia w większości są totalnie nieprzydatne. Nie ganię idei korzystania z cudzych notatek – ganię specyficzny typ ludzi, którzy nieustannie, wielokrotnie robią to samo i zamiast dać coś od siebie uważają, że z góry im się to należy. Co niekiedy bywa bardzo irytujące. Artykuł nie odwołuje się więc ogółu ludzi, którzy dzielą się notatkami, ale do konkretnych osób.
      Nie obchodzi mnie także to, czy ktoś ma dany przedmiot w dupie. Zdarzało się, że ja miałem podobnie i nie jeden student się ze mną zgodzi. Chodzi mi o stosunek i brak szacunku do człowieka, który te notatki przygotował i często, jeśli się nimi nie podzieli, staje się studentem drugiej kategorii – kujonem, egoistą, gburem. To żaden powód do szufladkowania kogoś, kto po prostu mógł się przy tym niezwykle namęczyć i nie ma ochoty na udostępnianie.

  • jaladreips

    Ja chyba sobie jakieś cholernie ciężkie studia wybrałem, bo u mnie bez pomagania sobie, dzielenia się notatkami i wiedzą nikt by nie dożył trzeciego roku. A tu proszę, są studia gdzie ludzie mają czas robić sobie na złość i ogólnie zachowywać się jak w gimnazjum.

  • AnonimowyXV

    Zgadzam się z komentarzem Moniki poniżej. Większość wykładów nie daje NIC a zdać trzeba. Więc jeśli ktoś chodzi na niektóre bezsensowne/ wykłady i i tak ma notatki – a zawsze taki ktoś się znajdzie to może się podzielić. Jeśli nie chce to nie i nie ma tematu – pożyczy ktoś inny kto nie oburza się tak bardzo i nie robi z tego melodramatu. Naprawdę…

    Czytam każdy wpis tego bloga i coraz bardziej uderza mnie ten protekcjonalny ton w jakim jest pisany. Wszyscy źli, beznadziejni, niedobrzy i niedorośli – ja dorosły, odpowiedzialny i mądry. Niezbyt fajne to mimo wszystko…

    • Chociaż na uczelni nie byłem od 25 lat, to powiem ci w ten sposób, w Polsce większość studiujących ma edukacje opłaconą z naszych, czyli podatników pieniędzy. I jak długo tak zostanie, jako jeden z fundatorów ich edukacji wymagam żeby podchodzili do tego na poważnie. Jak chcą zamiast sie uczyć studiować, to niech wybierają prywatne, 100% płatne uczelnie i tam niech robią notatki albo ich nie robią, bo bawią sie za swoje. Jak długo robią to na koszt państwa to albo niech podchodzą do tego na poważnie i z zaangażowaniem albo do widzenie. Studia to inwestycja a nie czas beki.
      Pora żeby ludzie poważni wreszcie zostali doceniani, tak na uczelniach jak i w miejscach pracy, a lekkoduchy powinny wreszcie zacząć dostawać po tyłku za swoją postawę.
      Odpisywanie, korzystanie z cudzych notatek w sytuacjach innych niż losowe powinno być piętnowane i karane, tak jak ma to miejsce w świecie anglosaskim. Promujmy pracowitych a nie cwaniaków

    • Monika

      Czasami to właśnie cwaniak na egzaminie okaże się „lepszy” niż ten pracowity. Ile razy tak było…

    • AnonimowyXV

      Albo dlatego, że mu się udało… Albo był bardziej pracowity niż ten, który chodził na wykład bo zamiast marnować czas na wykładzie to sam ciężko pracował na to, żeby jak najlepiej przygotować się do egzaminu. 🙂

    • Wyjątek potwierdzający regułę

    • AnonimowyXV

      Boże, co za retoryka w ogóle. Zaczynajmy dyskusję od „wymagam”… Poważnie i z zaangażowaniem? Ja również wymagam jako jeden z fundatorów (bo podatki też płacę) żeby program nauczania był jak najlepszy. W praktyce niektórzy wykładowcy wrzucają tekst z Wikipedii na rzutnik i rytualnie go odczytują. Zaangażowany student w takim wypadku oleje ten wykład i przeczyta dwie inne książki na ten temat i zda bez trudu egzamin. I ja tak robię właśnie. Gdzie tu cwaniactwo?

    • Jakie masz kompetencje, poparte stosownym tytułem by kwestionować pracę wykładowców ?
      Skoro ci są tacy źli, to ucz sie sam w domu, a innym miejsca na uczelni nie blokuj

    • Pawel

      serio musze miec tytul i kompetencje (czyli nie byc studentem) zeby kwestionowac prace wykladowcow?! Boze Ty widzisz i nie grzmisz

    • Patryk

      Panie Irku widzę żelazna logika. Rozumiem że musi Pan być szefem kuchni żeby stwierdzić że zupa była za słona ?

    • AnonimowyXV

      Z Panem się serio rozmawiać nie da konstruktywnie, czy tylko Pan udaje? XDXDXD

    • Twoje „XDXDXD” jedynie potwierdza, że z tobą da się rozmawiać konstruktywnie.
      Poza tym – co ma piernik do wiatraka? Co mnie obchodzi to, co robi student w czasie kiedy nie chodzi na wykłady? Niech się uczy ile chce, ogarnia setki stron książek czy cokolwiek. Wpis jest o udostępnianiu notatek leniom, którzy proszą o nie cyklicznie gdy tylko ich potrzebują. A to mogą być zupełnie dwie grupy ludzi.

    • Gdybyś naprawdę czytał tego bloga to wiedziałbyś, że pisałem również o bezsensownych wykładach, braku kompetencji wśród wykładowców, sensie czy konieczności robienia ściąg, wartości dyplomu studiów i wielu innych rzeczach. Nie oceniaj więc książki po okładce.

      W tym wpisie przyjąłem postawę obronną w stosunku do tych, którzy w toku studiów naprawdę ciężko pracują, a inni osiągają to samo zdecydowanie mniejszym kosztem. Bo wymagają, przychodzą na gotowe i mają głęboko w dupie innych. Uważam, że to niesprawiedliwe i dlatego postanowiłem się tym podzielić z innymi.

    • AnonimowyXV

      Powiem tak. Bill Gates powiedział kiedyś, że „zawsze zatrudni leniwą osobę do pracy. Bo leń znajdzie prosty i nieskomplikowany sposób na jej wykonanie.” 🙂

      czym powinien cieszyć się student Twoim zdaniem? Powinien cieszyć się tym, że ktoś nie zdał bardziej niż tym że sam zdał. Gdyby sam zdał i znał swoją wartość to miałby w dupie to czy ktoś inny zda dzięki jego notatkom bo przecież rozwinął się na wykładach i dzięki temu jest dla pracodawcy lepszym pracownikiem – osiągnął więcej.

    • Nie wiem po co zadajesz mi pytanie, skoro sam na nie odpowiadasz.

    • Justyna

      To jest trochę zaściankowe myślenie. Nawet bardzo…Kiedyś miałam taką sytuację na nowo urządzonym mieszkaniu. Zbieraliśmy podpisy od wszystkich mieszkańców bo potrzebowaliśmy coś zrobić- podpisy były głównym wymogiem. Na 40 mieszkań nie zgodziło się tylko jedno małżeństwo. Jaki był główny powód? „Dlaczego inni mają mieć lepiej?!” Ton był pretensjonalny. Nie wspomnę o zachowaniu, bądź co bądź, prostackim. Nawet nas nie znali, a na wstępie zamknęli nam drzwi myśląc, że może jesteśmy akwizytorami. Jednym słowem, brak słów. Czytając ten tekst i komentarz zarazem, odnoszę wrażenie, że to właśnie taka osoba siedzi po drugiej stronie klawiatury. Dlaczego ja nie mam komuś dać notatek? Bo nie chcę, żeby przypadkiem napisał egzamin lepiej ode mnie? Co za tłumaczenie. Dlaczego człowiek nadal próbuje być dla drugiego wilkiem? Kurczę…jak można się jeszcze dziwić, że odbierają cię za gbura. Starasz się, dobrze. Chodzisz na wykłady, dobrze. Nie rozumiem tylko dlaczego nie masz się tym podzielić? Bo boisz się konkurencji? Ja to w ten sposób odebrałam. „To jest nie sprawiedliwe”. Nie pomyślałeś może, że notatki to jedno, a to jak je wykorzystasz to drugie? Nie pomyślałeś, że ludzie mogą mieć również inne problemy, a nie tylko szlajanie się po klubach i leczenie kaca? Dla mnie przekaz zerowy, żebym nie musiała nazwać tego dnem. Przeraża mnie to, że tacy ludzie istnieją. Że potrafią otwarcie powiedzieć: „dlaczego masz mieć lepiej ode mnie?”. Niezależnie od sytuacji. Takie coś jest po prostu zbyt proste. Myślę, że jeżeli chodzisz na wykłady bo jesteś AMBITNY i być może lubisz na nie chodzić to notatki powinieneś dawać z wielkim uśmiechem na twarzy. Bo przecież nie tracisz czasu na wykładach, prawda? Mam nadzieję, że nie jest tak, że najchętniej na wykłady byś nie chodził, ale musisz bo inni nie chodzą. Hipokryzja to również częsta cecha wśród ludzi. Zbyt częsta. Staraj się choć przez chwilę iść przez życie nie patrząc na to co robią inni, jak robią inni i czyim kosztem robią inni. Liczy się to co robię ja. Taki pozytywny egoizm. Zobaczysz, że będzie i łatwiej i przyjemniej. Ja notatkami lubię się dzielić bo nigdy nie miałam takiego myślenia, że ktoś zdobył coś dzięki mnie i jeszcze lepiej na tym wyszedł. 🙂

    • Szczerze nie obchodzi mnie to, jak osoba, której udostępnię notatki napisze egzamin czy poradzi sobie w życiu – to jej sprawa. Jak widzisz, zaznaczyłem też wyraźnie, że nie poruszam tutaj kwestii osób, które nie chodzą na wykłady ponieważ są nudne czy same zachorowały i nie mogły pojawić się na uczelni.
      Grupa ludzi, w którą uderzam to lenie, którzy nauczeni są tylko prosić i nie dawać nic w zamian. I uprzedzając twoje pytania – nie chcę, żeby oni mieli lepiej niż ja. Możesz mnie nazywać gburem, prostakiem czy egoistą – ja jednak nauczony jestem dbać o własny interes i traktować innych dokładnie tak samo, jak oni traktują mnie.

  • Monika

    Nie zgadzam się z zaszufladkowaniem niechodzących na wykłady… Są ludzie- studenci ambitni. Tacy, którzy potrafią odróżnić przekazywaną przydatną wiedzę od „pierdolenia o Szopenie”. Całkiem serio przynależę do tej grupy, nie robię notatek z bezsensownych wykładów, które trzeba odbębnić. Oczywiście jestem na nich, ale w tym czasie czytam, coś sensownego, przydatnego, rozwijającego…

    • Fakt. To kolejny wyjątek, o którym nie wspomniałem. Ale idea pozostaje ta sama.

    • Paweł

      po co wiec chodzisz na te wyklady?

    • Ola

      Niektóre wykłady są obowiązkowe – zajęcia zaliczane są obecnością 🙂

    • Monika

      Drogi Pawle są w naszej Polsce takie kierunki gdzie zarówno wykłady jak i ćwiczenia są obowiązkowe.

    • akryl

      i w jaki sposób zdajesz te przedmioty? poprzez branie notatek od innych którzy się namęczyli cały semestr kiedy ty sobie czytałeś coś co ci się podoba

  • Artur

    Co do wstawania na 8 rano. Wiele firm ma dzisiaj elastyczne godziny pracy, nie robi nikomu różnicy czy stawię się w pracy o 8 czy o 12. Na uczelnie jednak na 8. czasami było ciężej wstać 🙂

    • Słuszna uwaga. Sam mam u siebie w pracy takie widełki – przyjść pomiędzy 7:00 a 10:00 i jest to świetna inicjatywa.
      Chodziło m o wymówkę dobrą jak każda inna. 🙂