Jak dzięki Pinokiowi poczułem się dzieckiem?

Jak dzięki Pinokiowi poczułem się dzieckiem?

1 czerwca 2016 1 komentarz

Dzisiaj 1 czerwca. Dzień Dziecka. Z tego powodu pomyślałem, że będzie to idealny moment na podzielenie się z wami pewną ciekawą sytuacją, która ostatnio mnie spotkała. W roli głównej wystąpię ja, Moja Ukochana, Pinokio oraz Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Tak – ku waszemu zdumieniu – chodzę czasami pooglądać co dzieje się na krakowskich scenach artystycznych. Bo uważam, że to sto razy lepsza rozrywka niż kino.

A więc kurtyna w górę i zaczynamy!

.

Rozdział 1: Kupię bilety do teatru. To będzie fajne.

19 marca. Za oknem deszcz, a Bartek, z braku laku, nie wiedząc co ze sobą zrobić, postanowił zrobić ukochanej prezent i zarezerwować dwa miejsca w teatrze. Z lekkim grymasem na twarzy przypomniał sobie ostatnie wizyty w PWST w Krakowie i mając na uwadze nadmiar patosu jakimi przepełnione były tamte sztuki, szybko zamknął w przeglądarce okno z witryną szkoły teatralnej.

Tym razem chcę się pośmiać. Muszę znaleźć coś przyjemnego w odbiorze, a zarazem śmiesznego i lekkiego do przyswojenia.

pinokio

Jego wybór padł na „Pinokia” w reżyserii Jarosława Kiliana, przedstawianego w Teatrze Słowackiego w Krakowie. Zerknąwszy pobieżnie na opis sztuki, zarezerwował dwa miejsca w loży na balkonie. Był bardzo zadowolony i usatysfakcjonowany ze swojego wyboru, choć niecierpliwość i chęć szybkiego zaplanowania wieczoru mogła go zgubić. Nie dostrzegł bowiem jednego, bardzo istotnego zdania, które mogło zmienić całe jego życie:

Spektakl dla dzieci od 7 roku życia.

.

Rozdział 2: Wstyd i bezradność.

Wszyscy znają starego Gepetta i jego największe dzieło – chłopca wystruganego z drewna. Wychodząc z założenia, że nic nie może pójść źle, Bartek założył na siebie świeżo wyprasowaną koszulę i ruszył po ukochaną, by wieczór 28 maja spędzić w jej towarzystwie.

schody

Z początku nic nie zapowiadało wydarzeń, które miały nadejść. Po dotarciu na miejsce i westchnięciu na widok gmachu teatru, para jednogłośnie postanowiła wejść do środka. Lekko zdziwił ich fakt, że przed budynkiem nie uświadczyli prawie żadnego dorosłego – na schodach, przy samym wejściu, dostrzegli jedynie wesołe, acz lekko zniecierpliwione dzieci.

Zaraz, zaraz. To nie może być sztuka dla szkrabów.

Pomyślał Bartek, grzecznie okazując obsłudze bilety i ruszając przed siebie. Miał przed sobą zapierający dech w piersiach widok, którego doświadczał za każdym razem, kiedy tam przebywał. Eklektyczne wnętrze teatru zawsze wzbudzało w nim wiele emocji i w połączeniu z doskonałymi sztukami, na których się nigdy nie zawiódł, czyniło ten teatr jego ulubionym.

Przełknąwszy nerwowo ślinę, mężczyzna popchnął drzwi do loży i puścił ukochaną przodem. Gdy spojrzał na wypełnioną po brzegi salę, wiedział, że popełnił niewybaczalny błąd. Wnet wszystko stało się jasne – to naprawdę był spektakl dla dzieci.

.

Rozdział 3. Pewnego razu był sobie kawałek drewna.

Nie było już odwrotu. Na całej sali, na trójkę dzieci przypadał średnio jeden dorosły, co wzbudzało w Bartku lekkie zakłopotanie. Twarz, choć czerwona ze wstydu, nie dawała po sobie poznać żadnych emocji. Mężczyzna szczerze przyznał się do błędu i nie chcąc zaczekać na rozpoczęcie się przedstawienia, stwierdził:

Przepraszam. Nie doczytałem, że to dla dzieci. Jeśli chcesz, możemy wyjść. Proszę, wyjdźmy.

Choć nie znał jeszcze swoich odczuć co do spektaklu, wolał opuścić salę jeszcze przed podniesieniem kurtyny i usłyszeniem gongu. Chciał zachować się jak tchórz. Nie wiedział wtedy, że zrobiłby błąd wychodząc zawczasu, jednak ukochana, jak gdyby coś przeczuwając, odparła, że nie ma takiej możliwości. I całe szczęście.

1

Zaczęło się.

Na scenę zaczynali wkraczać aktorzy, którzy spokojnie prowadzili widzów przez wszystkie etapy historii Pinokia. Wspaniałe, wykonane z największym kunsztem kostiumy oraz efekty specjalne wzbudzały w Bartku niemały podziw. Wystarczyło 15 minut aby ten przyznał się, że złe przeczucia go myliły. Negatywne emocje oraz niechęć odeszły w niepamięć, a zaczęła się po prostu dobra zabawa.

Sztuka przepełniona była humorystycznymi, śmiesznymi scenkami, które wzbudzały odzew wśród najmłodszej i przeważającej części publiczności. Wcielający się w role bohaterów „Pinokia” aktorzy chętnie współpracowali z dziećmi, przez co, nie mogąc wyjść z podziwu, zanosiły się one śmiechem. Przedstawienie nie było jednak dedykowane tylko i wyłącznie im – każdy dorosły mógł dostrzec w nim alegorie z życia i kultury masowej, których mali podopieczni jeszcze nie znają.

Dlatego nie tylko Bartek, ale także każdy inny pełnoletni widz, mógł na chwilę zapomnieć ile ma lat i poczuć się jak maluch.

pinokio2

Świetnie skomponowana przez Grzegorza Turnaua muzyka dopełniła całości. Momentami, w połączeniu z gronem aktorów wesoło hasających po scenie, nadawała przedstawieniu charakter musicalu i instynktownie poprawiała humor każdemu z widzów. Ludzie czuli się jak obywatele pełnego ferworu włoskiego miasteczka i kompani Pinokia na jego drodze pełnej przeciwności losu.

Apropo towarzyszy – oprócz tytułowego bohatera, w przedstawieniu znalazło się również miejsce dla wszystkich postaci pobocznych, bez których nie byłoby ono takie samo.

.

Epilog.

Sztuka trwała prawie 3 godziny, choć Bartek nie miał pojęcia, kiedy ten czas minął. Wiedział od zawsze, że teatr jest bardzo ciekawą rozrywką i po powrocie do domu żałował, że przez chwilę pomyślał inaczej.

Dzięki tej sztuce marzenia każdego dziecka mogą się spełnić. Ba, nawet każdy dorosły może cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie historię chłopca z drewna, o którym tak wiele słyszał, a nie mógł go zobaczyć na własne oczy.  Sztuka jest genialną propozycją dla dzieci, dorosłych oraz całych rodzin, które chcą na chwilę oderwać się od rzeczywistości i przyjemnie spędzić czas.

Dzięki Pinokiowi, zarówno Bartek, jak i każdy z nas, może zrobić sobie Dzień Dziecka kiedy tylko zechce.

.

.

Wszystkie zdjęcia użyte w artykule pochodzą ze strony internetowej Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.

teatr

 

Sprawdź także

  • Martyna Jerks

    świetne<3 w sensie fajny pomysł na wpis ;D