Jeśli miałbym wpaść na jeden główny powód, dla którego studenci ściągają na egzaminach i kolokwiach, moją pierwszą myślą byłoby stwierdzenie – „bo są leniwi”. Faktem jest jednak, że medal zawsze ma dwie strony. Pomimo tego, że wielu z nas zwyczajnie nie ma ochoty lub możliwości dobrze przygotować się na zaliczenie, ogromna ilość studentów i uczniów ściąga ponieważ może to robić. Bo mamy taką możliwość i wolimy iść na łatwiznę. I według mnie, jeśli przyczyna nie leży w nas, nie jest to coś złego.

Przyznajcie się – kto z was przynajmniej raz w ciągu swojej edukacji postanowił trochę oszukać system i przygotował sobie jakąś małą pomoc naukową? Moim zdaniem każdy, nie licząc pojedynczych przypadków, które można zliczyć na palcach jednej ręki w skali całego kraju. To, co czasami obserwujemy na sprawdzianach i egzaminach, przekracza ludzkie pojęcie.

Prawda jest taka, że wina nie zawsze leży tylko i wyłącznie w nas. Jeśli tylko pojawia się możliwość uzyskania lepszej oceny kosztem mniejszej ingerencji w naukę, zdecydujemy się trochę sobie pomóc i wybierzemy łatwiejszą drogę do sukcesu. I to nie dlatego, że jesteśmy leniwi.

Przyczyn jest wiele. I własnie dlatego, w punktach poniżej, chciałem je pokrótce omówić. Obronić nas przed winą, którą ciągle jesteśmy obarczani.

.

1. Bo robimy to od zawsze

Polski system edukacji od samego początku rozwoju dziecka zmusza go do rozwiązywania testów i uzyskiwania z nich jak najlepszych wyników. Żeby w przyszłości było lepiej. Tymczasem wolimy odwołać się do czegoś, co jest zakorzenione głęboko w nas – zawsze wolimy iść na łatwiznę, jeśli tylko następuje taka możliwość.

W podstawówce tak często się nie ściąga, lecz w gimnazjum jest to już na porządku dziennym. Ta sama zasada dotyczy także szkół średnich. Nie ściągasz – jesteś frajerem i kujonem, nie dajesz ściągnąć innym od siebie – jesteś zwyczajnym chamem. Ta presja otoczenia jest tak silna, że czasami nie sposób się jej oprzeć.

.

2. Bo tego wszystkiego jest czasami za dużo

Przypuśćmy, że jesteśmy uczniami liceum ogólnokształcącego. Wiemy zatem, że na studia dostajemy się tylko i wyłącznie dzięki dobrze zdanej maturze z konkretnych przedmiotów, do których przykładamy największą wagę. Z tego powodu wszystkie niepotrzebne odrzucamy na dalszy plan, jednak nadal musimy je zaliczyć.

System edukacji jest tak skonstruowany, że z liceum i technikum musimy wynieść wiedzę ogólną, przez co konieczne jest otrzymanie oceny pozytywnej z każdego przedmiotu. Fakt jednak jest taki, że czasami nie mamy możliwości dobrego przygotowania się do matury z obranych przez siebie przedmiotów, a także zaliczenia tych, których nie potrzebujemy. Wniosek: zaczynamy ściągać.

To samo jest na studiach. W trakcie sesji lub zaliczeń przed nią, natłok egzaminów jest tak duży, że nie radzimy sobie z presją, jaką narzuca na nas uczelnia. Każdy wykładowca uważa, że to jego przedmiot jest najważniejszy i w finalnym rozliczeniu nie chcemy wypaść miernie. Nie możemy sobie pozwolić na brak zaliczenia, bo trzeba będzie robić wszystko od nowa. I tak, decydujemy się na ściąganie na tych przedmiotach, które zdają się być trochę mniej ważne.

Dlatego może czasem lepiej stwierdzić, że skoro przedmiot nie jest najważniejszy w życiu, egzamin końcowy będzie możliwy do zdania bez korzystania ze ściąg. A w przypadku z ich korzystania, konsekwencje będą surowe.

.

3. Bo sami nas o to proszą

Jak wielu z was zdarzyło się przynajmniej raz uczyć na egzamin tylko i wyłącznie z pytań, które otrzymaliście do starszych roczników?

To jasne, że skoro mamy taką możliwość, zawsze wybierzemy drogę na skróty. Ponieważ uczymy się jak najmniejszym kosztem rozwiązywać problemy, omijając przy tym solidne przeszkody. Zakres materiału może zahaczać nawet o kilkaset stron, a jednak wiemy, że pan profesor od lat daje nam ten sam test do rozwiązania. Zrobimy sobie więc z tego ściągę, albo nauczymy się na pamięć tych wszystkich pytań z nadzieją, że nie będzie to precedens na skalę całej uczelni.

Robimy to, bo możemy. Bo nauczenie się jednej strony zawsze będzie lepszym wyjściem niż zrozumienie całej książki.

.

4. Bo nie jesteśmy za to karani

Nie jeden raz podczas mojej edukacji zdarzyło mi się widzieć wśród nauczycieli czy prowadzących niewerbalne przyzwolenie na ściąganie. Bo to też są ludzie i zamiast roić jeszcze jeden termin egzaminu, wolą pojechać na Teneryfę i się trochę poopalać. Zamiast chodzić pomiędzy zestresowanymi studentami i sprawdzać ich każdy ruch, preferują siedzenie gdzieś w kącie i grę w pasjansa. Ponieważ wie, że i tak nic z tym nie zrobi i wcale nie chce nic z tym robić.

W języku angielskim nie istnieje taki eufeminizm, jak polskie słowo „ściągać”. To samo tyczy się wyrazu „kombinować”. Ściąganie jest niedopuszczalne w Kanadzie i Wielkiej Brytanii, zaś w Holandii czy Niemczech to powód do dużego wstydu. W Meksyku nie przynosi hańby, jednak niewielu korzysta ze ściąg. Powód? Przyłapanie grozi zawaleniem całego roku nauki, gdyż winowajca musi powtarzać egzaminy z dwóch semestrów. Co ciekawe, ściąganie od kogoś zagrożone jest jedynie obniżoną oceną z egzaminu.

Tymczasem w Polsce zwyczaj ten jest zakorzeniony i niekiedy powszechnie akceptowany. Bardzo rzadko zdarza się, żeby ściągających dotykała dotkliwsza kara, niż tylko oblanie jednego terminu egzaminu. Osobiście nie zdecydowałbym się na oszukiwanie, gdyby konsekwencją była konieczność powtarzania całego semestru. A wy?

.

5. Bo program nauczania jest zły

Więc ściąganie jest formą protestu i sprzeciwu wobec encyklopedycznej wiedzy, jaką musimy posiadać. Egzaminy są źle skonstruowane, egzekwowanie wiedzy uczniów jest niekiedy przeprowadzane w zły sposób.

Jak sprawowałby się system, gdyby studenci byli sprawdzani z wiedzy nie tylko teoretycznej, ale także praktycznej, gdzie mieliby do wykonania jakieś samodzielne działanie? Jak mogliby ściągać, gdyby egzaminy były przeprowadzane w formie rozmowy z wykładowcą, a nie jako test, który aż zmusza nas do oszustwa?

Czasami wykładowcy, pytając w sprawdzianach wiedzy o najbardziej absurdalne rzeczy, tak naprawdę niczego nie dowodzą. Serio, sztuczne zawyżanie poziomu wiedzy nie jest najlepszym wyjściem z sytuacji, panie docencie. To wcale nie sprawia, że wychodzi pan na omnibusa, a wręcz przeciwnie. Zmusza studentów do korzystania ze ściąg, ponieważ nie sposób im ogarnąć tak skomplikowanych i niedorzecznych tematów.

.

6. Bo zżera nas ambicja

Warto także spojrzeć na ten problem z nieco innej strony. Gdzie nie chodzi tylko o lenistwo, ale o ambicję i parcie na dobre oceny. Bo to one są gwarancja naszego sukcesu i to dzięki nim możemy dostać lepszą ocenę na koniec studiów. A dobrze wiemy, że bez perfekcyjnych ściąg, niekiedy ciężko jest uzyskać maksimum na jakimś sprawdzianie.

A jak w inny sposób pozbyć się konkurencji?

.

Na koniec jedno hasło, które idealnie podsumuje cały wpis. W doskonały sposób sprawi, że nie chodzi tu tylko o nasze lenistwo i niechęć do przyswajania wiedzy.

To nauka ma być wartością samą w sobie, nie ocena.

 

  • Jak dla mnie, to każdy odpowiada za siebie. Mogę zliczyć na palcach jednej ręki przypadki, kiedy skorzystałam z pomocy i owszem, nie spotkało się to z aprobatą niektórych rówieśników, ale… co z tego? Uczenie się nie było dla nich „cool” i ok, dla mnie było i teraz widzę rezultaty. Myślę, że wychowanie też ma tu pewien wpływ, ale nikt nas nie zmusza by robić tak czy inaczej, nam się może wydawać, że nie mamy wyjścia, ale… wiadomo jak to bywa:)

    • Trzeba liczyć na siebie i tyle. 🙂
      Ja też rzadko ściągałem, a już na pewno nie wtedy, kiedy miałem pewność, że kolokwium zaliczę. Wolałem nie ryzykować dostaniem 4 czy 5, skoro mogłem zostać przyłapany. Stabilna trója, ale zasłużona, wydawała się lepszą opcją. 🙂

  • Mądry człowiek, a może :D

    „To nauka ma być wartością samą w sobie, nie ocena.” – więc na egzamin nie ucz się dla oceny, tylko żeby pochwalić się swoją wiedzą.
    Sam jestem teraz na 6 sem. studiów inżynierskich, co do ściągania, nie podoba mi się, że wiele osób ściąga regularnie i na każdym egzaminie. Co do uczniów gimnazjum i LO, niedawno skończyłem te szkoły i prawie nigdy nie uczyłem się więcej niż 30 minut przed samym sprawdzianem, materiał po prostu nie wymagał większego nakładu sił aby go opanować na ocenę dobrą, więc ściąganie w szkole średniej zawsze uważałem za bezsensowne i bezcelowe narażanie się na ryzyko złapania przez nauczyciela. Oczywiście zgadzam się, że nie wszystkie przedmioty muszą nam się podobać, ale zakres wiedzy jaki musimy opanować aby zdać jest bardzo MAŁY. Co do studiów, wychodzę z założenia, że student wybiera swój kierunek zgodnie z zainteresowaniem, więc po co ściągać skoro i tak chcemy się tego nauczyć. Poza tym jeżeli wybraliśmy w miarę konkretne studia to przedmioty na nich realizowane mają konkretne pokrycie w naszej przyszłości zawodowej. Rzecz jasna nie wszystkie, ale 70-90% z pewnością. Nawet na studiach inżynierskich zdarzają się przedmioty typu filozofia. Oczywiście nikogo nie winię za ściąganie na egzaminach z czegoś takiego. Ale jeżeli studiujesz „Budowę maszyn” i ściągasz na egzaminie s „podstaw konstrukcji maszyn” to chyba minąłeś się z powołaniem i z pewnością nie przyszedłeś na studia po rzetelną wiedzę Ściąganie z pewnością rozwija refleks i spostrzegawczość, ale uczenie się rozwija pamięć i pozostawia po sobie wiedzę.

    • W gimnazjum i liceum miałem podobnie jak ty – pół godziny przed snem w nocy przed sprawdzianem w zupełności mi wystarczał, więc ściąganie było po prostu bezcelowe.
      Miej jednak na uwadze, że inni mogą potrzebować na to całego dnia, a jeśli dorzuci im się trochę więcej przedmiotów, które koniec końców muszą zaliczyć, zaczyna się problem. Duży problem.
      Świetnie to podsumowałeś ze ściąganiem na studiach! Nic dodać, nic ująć.

  • jakeee

    Oczywiście po części masz rację tylko podszedłeś do sprawy bardzo łagodnie, usprawiedliwiając uczniów/studentów. Na zachodzie, już tak nie uogólniając powiedzmy w Niemczech, ściąganie jest nie do pomyślenia. A myślisz że okazji nie ma? Że egzaminy piszą w odległości 10m od siebie? Że nauczyciele co semestr układają nowe testy? Nie. Tam po prostu to jest nie do pomyślenia. Na przykład wyciągnięcie telefonu i zrobienie zdjęcia egzaminu. Tu leży kwestia jakiś podstaw honoru bo akurat dla mnie ściąganie jest obrzydliwe i koniec. I nie wyobrażam sobie wyciągnąć ściągi i zacząć spisywać z niej rzeczy na egzaminie. I mimo, że zgadzam się że czasami (często) jest tego za dużo, zbyt bez sensu, że cała organizacja edukacji zwlaszcza liceum/studia leżą to nigdy nie zacznę tego robić.

    • Łagodnie, łagodnie – chodziło mi właśnie w pewien sposób o usprawiedliwienie nas, że wina nie leży tylko i wyłącznie w naszym lenistwie i niechęci do nauki.
      Zgadzam się z tobą i tutaj podam przykład od znajomego uczącego się w Wielkiej Brytanii. Nauczyciele często zwykli dawać uczniom testy, po czym wychodzili z sali i nakazywali przyniesienie im prac, gdy wszyscy już skończą pisać.Nikt nie ściągał, bo panowało przeświadczenie, że koniec końców ich wiedza i tak zostanie zweryfikowana w inny sposób – w tym wypadku na egzaminach semestralnych.
      U nas niestety jest inaczej i super, że nie uciekasz się do ściągania, bo to zwyczajne oszustwo.