Rozpoczął się nowy rok. Ten, który ma być lepszy od poprzedniego – a przynajmniej każdy z nas by sobie tego życzył. I tak co roku. Gdyby wszystko, czego pragniemy, miało się co roku spełniać, to nasi emeryci byliby naprawdę szczęśliwymi osobami pozbawionymi już jakichkolwiek życzeń – bo przecież tyle Sylwestrów już za nimi. Całe szczęście, że tak nie jest.

To dobrze, że planujemy coś, czego w kolejnych 365 dniach pragniemy się kurczowo trzymać. Nawet bardzo dobrze, bo marzenia same w sobie są dobre – ważny jest cel, do którego zaciekle dążymy. Nie chodzi wcale o sam zamierzony efekt, ale o czas i trud, jaki włożyliśmy w dojście do niego – właśnie to sprawia, że zmieniamy się na lepsze.

.

Źródło motywacji

Rokrocznie, scrollując facebookowe aktualności, widzę dziesiątki postów mówiących o postanowieniach, jakie ludzie pragną spełnić w nadchodzących 12 miesiącach. I ciągle zastanawiam się skąd właściwie ta motywacja płynie, gdzie ma ona swoje źródło. Prawda jest taka, że pochodzi ona znikąd, co czyni te wszystkie zamierzenia zupełnie bezcelowymi. Każdego 31 dnia grudnia pragniemy złożyć samym sobie obietnice, aby być w stanie zmienić swój styl życia przy małym nakładzie pracy. Myślimy, że od 1 stycznia wszystko będzie możliwe, jeśli tylko tego zapragniemy.

Nie chcę, byście zrozumieli mnie źle i uznali za życiowego pesymistę – zmiany są naprawdę możliwe, jeśli tylko znajdziecie w sobie odpowiednią motywację i siłę, aby je wcielać w życie. Mniej możliwe jest, że wasz sposób myślenia zmieni się przez jedną noc, skoro byc może nie mógł zmienić się przez cały rok.

6358668852907193901428720115_il_fullxfull.405548132_7dpt

Uważam, że aby rozpocząć zmiany w swoim życiu, wcale nie musimy czekać do Nowego Roku. Każdy inny dzień wydaje się być równie rozsądnym na złożenie sobie pewnych postanowień. Chcecie wiedzieć dlaczego?

.

Chcieć, a musieć

Zbliża się nowy rok, więc automatycznie spoglądamy na siebie w lustrze i wiele myślimy na swój temat. I zwykle dochodzimy do takich samych wniosków: co powinniśmy zrobić, nie co chcemy zrobić. Moim zdaniem tok tego rozumowania jest zwyczajnie błędny – wszak aby wytrwać w swoim postanowieniu, potrzebne są przede wszystkim chęci, nie przymusy.

Dla przykładu – w nowym roku chcesz zrzucić kilka zbędnych kilogramów. Pytanie brzmi – czy naprawdę tego chcesz, godząc się na wszystkie wyrzeczenia, które możesz napotkać po drodze? Czy raczej oczekujesz samego efektu, który miałby przyjść jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki?

Nieciekawą opcja jest robienie sobie postanowień z przymusów – jest to wyjątkowo zły doradca, przez którego tracimy motywację. Jeśli twoje pobudki pochodzą z faktu, że ktoś o tobie myśli, że przydałoby ci się schudnąć – to również nie jest dobry powód.

Cokolwiek sobie postanawiacie, musicie to robić dlatego, że wy tego chcecie i kierować się tylko własnym sumieniem.
.

Wysoko postawiona poprzeczka

Zbyt wysoko, przez co po jakimś czasie, zapał staje się słomiany. W Sylwestra i Nowy Rok czujemy się niezwyciężonymi kowalami własnego losu, dla których nie ma nic trudnego. I takimi tytanami jesteśmy przez pierwszych kilka dni stycznia, bo później zwyczajnie nie dajemy rady i przedkładamy swoje dobro nad te postanowienia.

Jak mówiłem wcześniej – nie liczy się nawet sam efekt naszych przyrzeczeń. Chcesz chudnąć 2 kilogramy w miesiąc? To świetnie, ale czy stanie się coś jeśli potraktujesz siebie lżej i zrzucisz w te 30 dni tylko 1 kilogram? Ważne, że postanowiłeś coś ze sobą zrobić i trzymasz się swojego postanowienia, a nie załamujesz, że wszystko nie idzie jak z płatka.

Dlatego nie konkretyzuj celów. Powiedz sobie: „chcę schudnąć”, „będę się lepiej odżywiać”, „będę więcej ćwiczyć”. Czasami postawione przez nas cele są zwyczajnie zbyt trudne do zrealizowania.

.

Złe wyczucie czasu

Wybranie konkretnego dnia na rozpoczęcie zmian jest bardzo złą opcją. Co wtedy, gdy coś nam wypadnie? Zaczynamy stosować regułę „odjutronizmu”, czyli przekładania wszystkiego na dzień następny. I efekt jest taki, że nic z tego nie wynika.

Nie potrzebujemy tego magicznego 1 stycznia na wcielenie postanowień w życie – może to być każdy inny dzień roku, jaki uznamy za stosowny. Jeśli jesteśmy wystarczająco zmotywowani, może to być 24 czerwca lub 12 października – po co odkładać coś, co naprawdę chcemy osiągnąć?

Dodatkowo, w Nowy Rok często jesteśmy zbyt zmęczeni, aby myśleć o realizacji naszych marzeń. Czasem dochodzi do tego trzymający nas kac po wczorajszej zabawie sylwestrowej, jesteśmy rozbici i zwyczajnie nam się nie chce. A spanie, jedzenie i picie zdecydowanie nie liczy się jako spełnianie noworocznych postanowień.

.

Życie

Tylko najwytrwalsi będą w stanie co roku realizować swoje postanowienia w zadowalającym stopniu – a głównym powodem tego jest… Życie. Wcale nie trzeba wszystkiego kontrolować, gdyż zwyczajnie czasami nie da się jednoznacznie określić co nam się przytrafi.

Życie jest krótkie, a jeśli nie jesteś z niego zadowolony, możesz obwiniać z ten stan rzeczy tylko siebie. Dobra wiadomość jest taka, że także tylko ty możesz je zmienić na lepsze.

I naprawdę, do osiągnięcia tego celu nie potrzebujesz wcale 1 stycznia. Zacznij jutro, za miesiąc, za pół roku i uczyń swoje życie lepszym.