Na dłuższy weekend, po Narodowym Święcie Niepodległości, wybraliśmy się z MU na trzydniową wycieczkę do Lwowa. Była to decyzja dosyć spontaniczna, spowodowana głównie chęcią sprawdzenia tegoż miasta na własny sposób. Krążyły o nim różne opinie – jedne pochlebne, inne wręcz przeciwnie; nie było więc innego wyjścia jak tylko wsiąść w auto, pojechać tam i samemu przekonać się co ma nam do zaoferowania.

Wpis ten będzie jednym z trzech, które pojawią się na blogu w najbliższym czasie. To, co tam zobaczyłem przerosło moje oczekiwania i dlatego artykuł zostanie rozbity na trzy części – to zdecydowanie lepsze wyjście niż zamęczać czytelników sporych rozmiarów esejem. Poniżej dodaję odnośniki do każdego z wpisów, który niedługo się tu ukaże.

Lwów #2 – coś na ząb

Lwów #3 – jak polubiłem Polskę

.

Podróż

Zdecydowanie odradzam wybranie autobusu czy pociągu jako środka transportu – chyba, że nie macie auta i przez to wasz wybór jest nieco ograniczony. W ogóle nie jestem przekonany do podróżowania po świecie w ramach zorganizowanych wycieczek – uważam, że znacznie ogranicza to nasze pole do popisu i stajemy się przez to trochę zależni od przewodnika. No ale to już indywidualny wybór każdego z nas.

Autostrada po polskiej stronie.
Autostrada po polskiej stronie.

Wyjechaliśmy w czwartek o 5 rano, aby jak najwcześniej dotrzeć na miejsce. Dojazd z Krakowa jest bardzo dobry – przez pierwsze 160 kilometrów jedziemy sobie spokojnie autostradą do Rzeszowa, potem natrafiamy na nieskończony jeszcze fragment drogi szybkiego ruchu (jakieś 60 kilometrów), przez co tempo jazdy troszeczkę się zmniejsza. Następnie do przejścia granicznego w Korczowej jest 40 kilometrów autostrady.

Warto doliczyć sobie z godzinkę (w naszym przypadku tak było) przy przeprawie przez granicę. W niektórych przypadkach czas ten może rozszerzyć się nawet do kilku godzin – a to z tego powodu, że czasami możemy natrafić na grupy handlarzy z Polski i Ukrainy, którzy tworzą niesamowicie wielkie korki. My mieliśmy szczęście. Poza tym, paszport Unii Europejskiej w niektórych przypadkach znacznie skraca czas oczekiwania.

Ostatni dystans to niecałe 80 kilometrów prosto do Lwowa. Trasa jest zdecydowanie bardziej męcząca – drogi są w gorszym stanie, kierowcy bardziej narwani, trzeba mieć oczy dokoła głowy. Zmianie ulega także otaczający nas krajobraz, który z jednej strony zachwyca, a z drugiej sprawia, że już po kilku minutach zaczynamy tęsknić za swoim ojczystym krajem. Turbiny wiatrowe i trzypasmowa autostrada zostają zamienione na zwykłą, miejscami wyboistą dwupasmówkę z majaczącymi w oddali domostwami i lasami.

 

Co można bezpieczne przewieźć przez granicę z Ukrainą?

Zgodnie z kodeksami i ustawami Ukrainy przez Ukraińską granicę można przewozić bez opłaty cła i innych podatków (dla jednej osoby):

  1. Artykuły spożywcze dla wykorzystania osobistego na łączną wartość 200€, przy czym każdego artykułu nie może być więcej niż 2kg, lub jedno niepodzielne opakowanie.
  2. Rzeczy osobiste. Regulacje co do tego co zalicza się do rzeczy osobistych są oddzielnym tematem. Jest to między innymi laptop, aparat fotograficzny, telefon, ubrania, kosmetyki. Wszystko w niedużych ilościach.
  3. Towary na łączną kwotę 500€ (waga mniej niż 50 kg). Przesyłki do 300€.
  4. Alkohol. 5 litrów piwa / 2 litry wina / 1 litr napojów mocnych (>22%). 40 sztuk papierosów (nie paczek) lub nie więcej niż 250 gramów. Jeżeli osoba która wwozi była poza granicami Ukrainy mniej niż 24 godziny, wtedy zostanie poproszona o opłatę cła.
  5. Zwierzęta. Potrzebne są wszystkie szczepienia oraz dokumenty.

.

Zakwaterowanie

Przespać się gdzieś trzeba. A we Lwowie mamy całą gamę hoteli do wyboru – bardzo tanich dla nas, Polaków. Standard może być nieco wyższy, albo i nie – wybór zależy tylko od nas i od środków, jakie chcemy przeznaczyć na zakwaterowanie. Ja zwykle wolę oszczędzać na hotelach (i wydawać więcej na jedzenie!), gdyż zwyczajnie w pokoju jestem tylko wtedy, kiedy śpię. Resztę czasu spędzam na chodzeniu po mieście i sprawdzaniu niemal wszystkiego, co warte zobaczenia.

Pokój w hotelu Comfort.
Pokój w hotelu Comfort.

Teraz pierwsze zaskoczenie, bardzo pozytywne. Wybraliśmy jako miejsce zakwaterowania na okres dwóch nocy Hotel Comfort (Heroyiv Krut Street 1v – oddalony o około 3 km od centrum miasta). Za dwie osoby, ze śniadaniami w formie bufetu, Wi-Fi na terenie całego obiektu, standardem jak widać powyżej (lodówka, mikrofalówka, telewizor), zapłaciliśmy 150zł. Podzielcie tę liczbę na 4 i otrzymacie cenę za noc na jedną osobę dorosłą. A teraz znajdźcie mi hotel tego standardu w którymś z większych miast w Polsce. Nie ma co szukać.

.

Język i przemieszczanie się

We Lwowie niemalże wszyscy mówią po polsku (przynajmniej w centrum). A jeżeli nie mówią, to ukraiński da się raczej zrozumieć wychwytując pojedyncze słówka i rozumiejąc kontekst zdania. Gdyby jednak były jakieś problemy – uśmiech pozostaje najlepszym, uniwersalnym rozwiązaniem w porozumiewaniu się.

Lwowsie taxi.
Lwowskie taxi.

Po mieście jeździliśmy taksówkami. Po pierwsze dlatego, że są wygodne. Po drugie – ze względu na cenę. Z kierowcami zawsze można się dogadać (mogą nie mieć z góry ustalonej stawki), ale uśredniając, płaciliśmy około 3 złote za kilometr. Koszt dotarcia spod hotelu na rynek wynosił około 10 złotych i rozkładał się na dwie osoby.

Nie spotkaliśmy żadnego normalnego kierowcy. Żadnego. Za każdy razem trafialiśmy na narwańców, którzy chcieli wyprzedzać autobus na drodze jednokierunkowej, mając do dyspozycji szerokość pomiędzy nim, a zaparkowanymi obok autami, wynoszącą 1 metr. Mężczyźni byli jednak stosunkowo mili i rozmowni – zawsze pokazywali i opowiadali o wszystkim co mijaliśmy po drodze, co po części zamieniało naszą podróż w wycieczkę krajoznawczą. Poza tym – samochód na jaki traficie to zwykła loteria. Może to być busik, stuningowany golf ze spoilerem i alufelgami, czy też stara łada.

.

Co zobaczyć?

Z Lwowem związani są zarówno Ukraińcy, jak i Polacy. Do zobaczenia jest mnóstwo rzeczy – jedne wzruszają i chwytają za serce, inne szokują i zaskakują. Na ulicach widać wiele osób ubranych w ukraińskie mundury (dostępne na wielu straganach), jednak to nie do końca są żołnierze. Jak się dowiedzieliśmy, ludzie mają zwyczajny sentyment do wojskowych uniformów.

Mieszkańcy wyraźnie nie chcą mieszać się w konflikt na wschodzie Ukrainy, a zapytani o to, co o tym sądzą, odpowiadają, że ich to nie obchodzi. Że tamte rejony już dawno „należą do Moskali”, a im bliżej do Unii Europejskiej. Z tym bym polemizował, gdyż nawet do Polski im nieco daleko – nie można jednak zabrać im niesamowitego patriotyzmu, pogody ducha i przepięknego miasta, które zwyczajnie zachwyca.

Na potrzeby tego wpisu przygotowałem galerię zdjęć, która lepiej opowie o wszystkim, co warte zobaczenia. Opera Lwowska, rynek z ratuszem na jego środku, niesamowite kamienice, ulice starego miasta, Cmentarz Łyczakowski i ten niesamowity klimat, przez który mamy wrażenie, że czas stanął tam w miejscu. W następnych artykułach tego cyklu będzie to bardziej rozwinięte, abyście poznali moją opinię na poszczególne tematy. Na tę chwilę – oglądajcie:

 

Ogólne wrażenie

Bardzo, ale to bardzo pozytywne. Z czystym sercem mogę powiedzieć, że Lwów jest nieco tańszym, bardziej zniszczonym przez system, bratem Krakowa. A jeszcze sto lat temu różnica między tymi miastami była przeogromna; z przewagą na stronę Lwowa. Więcej informacji pojawi się w następnych odsłonach tego wpisu – nie było sensu zanudzać i rozwijać tego jednego do niebotycznych rozmiarów. Tak więc czytajcie, czekajcie i komentujcie!

Skomentuj

1 Komentarz do "Lwów #1 – okiem Polaka"

avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
trackback

[…] Lwów #1 – okiem Polaka […]

wpDiscuz